Herbata z cytryną i walkman

Babcia to herbata z cytryną, wakacje, słodycze i niedzielny obiad. Dziadek to poddasze, pierwsza przejażdżka samochodem, praca na technikę i pierwsza górska wspinaczka.

Wiecie kto robi najlepszą herbatę z cytryną? Moja Babcia. Cytryna jest zazwyczaj obrana ze skórki i idealnie rozdrobniona w naparze z herbaty. Nie wiem co takiego w niej jest, ale jest pyszna. Lipton z cytryną. Od tak.

Całe wakacje spędzone u Babci B., jakieś 20 minut od domu. Podstawówkowym przyjaciółkom zazdrościłam, że na wakacje do Babci jadą do Rzeszowa, Warszawy czy Gliwic. Mimo wszystko, kiedy w tamte wakacje wyszłam z domu, przez całe wakacje byłam w nim może 3 razy. Wielkie łóżko, brak młodszego rodzeństwa, wielka, ale to ogromna poduszka, w której się topiłam i FoxKids do 23! Kiedy następował czas „Srebrnego Surfera” byłam już na granicy snu, ale wytrzymałam, w końcu wakacje i wolność, wolność! Wielkie szaleństwo na punkcie Ich Troje i „za ten szampan tuż przed i za stosunek w dzień”. „Stosunek” zawsze śpiewało się trochę ciszej. W te same wakacje od drugich Dziadków dostałam walkmana. Walkmana! Pamiętam, jak Tata kazał mi zgrać kasetę z muzyką, jakby może Dziadek pozwolił mi posłuchać w samochodzie. Kiedy już miałam swój skarb, zdejmując słuchawki zawsze zastanawiałam się, dlaczego Dziadkowie słuchają tak głośno radia. Po jakimś czasie doszło do mnie, że darłam się w niebogłosy słuchając muzyki z niebieskiego walkmana. Popsułam go w te same wakacje. Zapominając, że mam słuchawki na uszach po prostu wstawałam od stolika, gdzie leżał. Kilka upadków dalej i z Mazur wróciłam słuchając muzyki z radia.

Co do słodyczy i niedzielnego obiadu, po trochu za swoją tuszę obwiniam Babcię I., ale obiad zawsze był pyszny.

Wiadomo, że Dziadek zrobi wszystko o co bym poprosiła. Wymyśliłam sobie, że będę prowadzić samochód. W czasach przedszkolnych. Siedziałam na kolanach i udawałam, że jestem Panią całego świata. Niewielka, prawie polna droga. Od czasu do czasu ludzie pukali się w głowę. Fakt, nie było to zbyt mądre. Prawo jazdy już mam, nie potrzebuję już siadać na kolanach.

Przez Dziadka H. pokochałam narty i góry. Pierwsza wspinaczka była właśnie z nim. Przykro mi, że nie pamiętam gdzie to było. Pewnie przez niego uwielbiam sport. Zapaśnik z krwi i kości.

Dziesięcioletnia ja, przypomniałam sobie (wieczorem oczywiście), że na jutro potrzebuję zrobić taki drewniany kwadrat, jakieś 100 małych gwoździków wbitych w odległości 0,3 cm, na to naciągnięty kordonek. Przecież każde dziecko potrafi zrobić to samodzielnie, prawda? Dziadek L. zrobił prowizorkę, żeby było cokolwiek, a dwa dni później, pełna profeska, błyszczące złote gwoździki na pachnącym drewnie. To było coś.

Dziadek L. zawsze był zły kiedy się przewracałam. Zły na siebie, że mnie nie upilnował i że trochę mnie boli.

Czasami żałuję, że nie jestem już mała i nie potrzymają mnie za rękę, żebym nie upadła.

Dzień Babci i Dziadka już był, no i co. Jednak w tym roku trudno jest złożyć życzenia jednej osobie mniej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s