Co jest gorsze – szczypawka, czy Jamie Dornan?

Boję się kilku rzeczy: szczypawek (owadów ogólnie, nie licząc motyli. Motyle trzeba szanować. Są piękne i żyją tylko kilka dni. Szczypawki są wszystkożerne, ich nie da się lubić.), wind, ciemności i samotności. Z wind nauczyłam się korzystać. Nie miałam wyjścia, przed dwa lata mieszkałam na ósmym piętrze. Ciemność można szybko przezwyciężyć – wystarczy zapalić światło. Co do samotności…to już nie jest tak łatwo.

Każdy rodzaj samotności ma swój byt.

Nie lubię być sama w domu. W nocy już w ogóle. Nie dość, że noc, jakby ktoś nie wiedział, w nocy jest ciemno, w moim miasteczku latarnie gasną o dwudziestej trzeciej. Do strachu bycia samemu w domu przyłącza się strach o bycie w ciemności. Nie to, że boję się, że zaatakuje mnie Jamie Dornan, który nie jest dla mnie Dorianem Greyem, a seryjnym mordercą z pięknym akcentem (i brodą) z „The Fall”. Przecież to, że jedna z zabitych dziewczyn miała dokładnie taką pościel jak ja do czegoś zobowiązuje (oby nie). Kiedy wieczorem jestem sama nie lubię słuchać muzyki. Mogę nie usłyszeć włamywacza, albo jeszcze gorzej, słuchając muzyki, nagle mogą pojawić się w niej dziwne dźwięki i w sumie nie wiem co dalej. Chyba oglądam za dużo seriali.

Nie lubię nie móc się do nikogo odezwać. Bardzo nie lubię ciszy. Czasami jest potrzebna, ale jednak preferuję milczenie z kimś, niż samemu. Lubię móc opowiedzieć drugiej osobie jak spędziłam dzień. Iść do pubu, napić się piwa. Lubię dzielić się z kimś swoim szczęściem.

Z drugiej strony, uwielbiam być sama, ale to chyba ma jakieś granice. Lubię zwiedzać sama, poświęcać czas na to co ja lubię, nie oglądać się na drugą osobę. Każdy ma w sobie coś z egoisty, ale ile tak można.

Ja już znam swój limit, a Ty?

Samotność jest przereklamowana.

Reklamy

2 thoughts on “Co jest gorsze – szczypawka, czy Jamie Dornan?

  1. temat, o którym często myślę. i raz płaczę nad swoim antytowarzyskim charakterem (bo ileż można siedzieć samemu i dumać nad światem), ale czasami dochodzę do wniosku, że już wolę być sama niż musieć w pewnym stopniu udawać (że oczywiście nie mam nic przeciwko wyjściu na miasto, na imprezę, że wcale nie mam ochoty nic nie robić przez jakiś czas albo że wcale nie chcę poświęcić kolejnych 12 godzin na oglądanie w ciszy nowego ulubionego serialu). w takich chwilach wątpię, że istnieje chociażby jedna osoba, która by to zrozumiała i dzięki której samotności mogłabym powiedzieć: farewell! nadzieję jednak jeszcze mam.

    ja podczas zasypiania zdecydowanie bardziej wolę jakiekolwiek znane mi dźwięki – muzykę, innych domowników, szum drzew – niż ciszę. to właśnie wtedy przeżywam najgorsze chwile, bo każdy najmniejszy nawet hałas jest dla mnie oznaką złego (i to nawet gdy nie jestem sama w domu).

    Polubienie

  2. Zgadzam się! Ostatnio rozmyślałam nad tym, że są ludzie, którzy chodzą sami w góry, w ogóle jeżdżą sami, BO LUBIĄ. Szybko uznałam, że to zupełnie nie dla mnie, bo komu mam krzyknąć ‚ o jeju, jeju! patrz na to!” lub wyrażać inne zachwyty nad krajobrazem, i takie tam. Chyba to dzielenie się takimi chwilami z innymi jest najcudowniejsze. Wiadomo bycie samemu też jest potrzebne. Ale bycie samemu to nie to samo co samotność. :)
    Po cichutku dodam jeszcze, że no tego, kurde, no tęsknie już.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close