2015

Zdaję sobie sprawę, że do końca roku jeszcze trochę zostało. Jednak zawsze Nowy Rok miałam gdzieś, nigdy nic się nie działo, życzenia takie same, postanowień żadnych, przecież i tak ich nie zrealizuję. Może?

Kiedy rok temu w sylwestra leżałam w łóżku z zapaleniem tchawicy, wcale mi to nie przeszkadzało. Pamiętam, kiedy wybiła dwunasta, miałam tylko jedno życzenie.

Spełniło się.

Nieważne, co to było. Ważne, że już minęło i czas na następne, mimo że w tym roku mam takie samo. Poprzedni rok był przełomowy, myślałam, że w tym roku wyżej się nie wespnę, a jednak. Pogadamy o tym za chwilę.

Wciąż nie jest was wiele, ale rośniecie w siłę i okropnie mi się to podoba. Zanim zacznę się rozczulać, chciałabym przypomnieć kilka wpisów, które naprawdę lubię, albo odwrotnie.

Bloga zaczęłam prowadzić od tego wpisu.

Pamiętam dokładnie, gdzie go pisałam, co miałam wtedy w głowie i doskonale pamiętam swoje odczucia. Czułam, że mogę podbić świat. Teraz, jestem chyba większą realistką niż wtedy, ale nadal moim głównym problemem jest to, że nie potrafię twardo stąpać po ziemi.

A tutaj oto manifest feministycznej mnie, który wcale nie był feministyczny. Zastanawiam się, czy teraz myślę tak samo… Chyba nie. Miałam w tym roku czas, kiedy kolacji wyrzucać nie musiałam, ha, nawet ktoś gotował ją dla mnie. „Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Szczęście, że to nie było wino.” – wtedy, to było tylko mleko, teraz jakiś czas cieszyłam się całkiem dobrej jakości winem, ale będą lepsze. Nie wiem, czy przyrównanie facetów do napojów, a już w ogóle do wina, jest legalne. Jest?

Po tym wpisie usłyszałam od kogoś, że teraz naprawdę mnie rozumie.  Śmianie się, nieodpowiadanie na pytania to moja rzecz. Śmieję się ze wszystkiego, wszędzie, w najbardziej nieodpowiednich momentach. Serio, ZAWSZE. Staram się chociaż zasłaniać usta, że kaszlę, czy coś.

Tutaj mój Erasmus wisiał na włosku, a właściwie tak mi się wydawało. Jeśli chcecie dowiedzieć się dlaczego ja właściwie jestem w Paryżu i dlaczego porwałam się na filologię to to jest dobry moment.

Tym wpisem starałam się zamknąć dwuletni rozdział. Ciągle powracam myślami do tego miejsca, które w pewnym momencie zaczęłam nazywać Domem. Nigdy tam już nie wrócę – mieszkanie wynajęte.

Pisząc ten wpis byłam okropnie szczęśliwa (również najwięcej z Was go przeczytało), a pisząc ten, byłam okropnie smutna.

Ten wpis jest drugi w kolejności, jeśli chodzi o popularność, nie mogłam go ominąć z jasnych powodów. Paryż teraz wygląda trochę inaczej, ale o tym innym razem.

Do rzeczy.

Ten rok był cudowny, bez zastanowienia mogę go nazwać najlepszym. Ale czy powinnam? Mam nadzieję, że jestem na etapie, kiedy moje życie będzie lepsze i lepsze. Cieszę się niemiłosiernie, że nie jest nudne.

Usłyszałam od kogoś, że jestem dla niego wzorem. Trochę to przerażające i mobilizujące zarazem. Cieszę się, że już wiem, jaki będzie mój następny krok, po napisaniu licencjatu i okropnie nie mogę się go doczekać. Na pewno zmienię jeszcze zdanie setki tysięcy razy, ale mimo wszystko, warto walczyć o swoje. Warto walczyć o moje.

Przez ostatnie kilka miesięcy, miałam wzloty i upadki. Rzeczy, które kiedyś były najważniejsze zeszły na drugi plan. Nigdy nie skakałam tak wysoko, ponad euforię i nie upadałam tak szybko i głęboko jak ostatnio. Coś za coś. Miałam coś, o czym w podświadomości marzy każdy. Kiedyś spojrzę na to z innej perspektywy.

Studiuję w Paryżu. Na SORBONIE. TEJ SORBONIE. Moje CV będzie bardzo ładne, a jestem tutaj zupełnie przypadkiem. Jakby ktoś na początku tego roku powiedziałby mi, że pomieszkam sobie w Paryżu, to uśmiechnęłabym się pod nosem, bo przecież to takie nierealne.

Nie chcę znowu pisać, że odkryłam siebie, bo to powoli staje się nudne, za rok znowu to napiszę, za rok znowu będę trochę inna, bo będę starsza (stara), nadal będę myślami w Paryżu sprzed kilku miesięcy, albo w ogóle się tutaj przeprowadzę. Kto wie?

Jeszcze stąd nie wyjeżdżam, jeszcze miesiąc. O Paryżu pogdybamy kiedy indziej.

W tym roku zdałam sobie sprawę z tego jak kruche są związki. Jak bardzo możesz oddalić się od drugiej, bardzo bliskiej Ci osoby, którą znałaś tak długo. Życie toczy się dalej. Nie jest trudno, ani nic, trzeba się pogodzić z faktami i już.

W tym roku zdałam sobie również sprawę z tego jak mocne są związki. Jak bardzo dobrze może być, jeśli przez chwile przestaniecie żyć w jednym mieście, w jednym mieszkaniu. Mimo, że wciąż kochasz tę osobę i cholernie ci jej brakuje, to zdajesz sobie sprawę z tego, że tak naprawdę można żyć oddzielnie, ale jednak razem. Głupie, nie? Nie ma sensu? Oczywiście, że ma.

W tym roku po raz pierwszy w życiu kupiłam swoją własną choinkę, może to błahe, ale poczułam się dorosła. Na jeden dzień stałam się gospodynią domową, urządzam Wigilię, dzisiaj ucięłam głowę rybie, której nazwy nawet nie znam, bo byłam zbyt zajęta łapaniem złodzieja, który ukradł mój telefon. Złodziej tylko się uśmiechnął i wcisnął mi telefon do ręki. Miły jakiś. Czasami jednak warto mieć telefon wielkości dłoni i go CZUĆ, a tyle na niego narzekam.

Przez ostatni tydzień DWA RAZY zostałam wzięta za prostytutkę, ale to żadne osiągnięcie. Powinnam zacząć płakać.

Nagle przychodzi taki czas, że zdaję sobie sprawę, że naprawdę coś osiągnęłam. Uwielbiam to uczucie.

 

2016 – nadchodzę!

7182m

(to nie jest metafora mnie, jako ptaka, po prostu bardzo lubię to zdjęcie)
Reklamy

1 thought on “2015

  1. Miło, że tak piszesz.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close