Zamykaj oczy albo skacz

 

Kiedy włączam „Water under the bridge” z najnowszej płyty Adele, to w sercu widzę szczęśliwą siebie, czekająca na nadjeżdżające metro. Kiedy słucham „Gold on the ceiling” The Black Keys jestem w Londynie. Kiedy słucham calusieńkiej, najnowszej płyty Arctic Monkeys to przed oczami mam Łódź, moją drogę przez park do domu. Disclosure to wino nad Sekwaną. „Do they know it’s Christmas” to moje dzieciństwo, siadanie przed komputerem i oglądanie teledysków, a do tego Tata, który znał nazwiska wszystkich po kolei i Mama siedząca obok mówiąca „Czy możemy posłuchać chociaż jednej piosenki do końca?”. Przy „Why do you love me” (też Adele) czuję ten strach przed spóźnieniem się do pracy, przy „Beggin for thread” Banks idę na randkę. Coldplay to czekanie na wyniki matury. Słuchając Bastille z zamkniętymi oczami widzę swoje mieszkanie na ósmym piętrze, moją przyjaciółkę w pokoju obok, albo stanie w zatłoczonym tramwaju przy Rondzie Solidarności. Słuchając „O lesie” Nosowskiej, widzę domową zimę. Przy „Dziewczynie mojego chłopaka” Brodki wzdycham do swojej podstawówkowej miłości. I wiele, wiele innych, mogłabym nigdy nie kończyć.

Dlatego nie rozumiem, jak ktoś mi mówi, że niczego nie słucha. Każdy czegoś słucha. Ja na przykład, nigdy, przenigdy nie słuchałam radia dłużej, niż jazda samochodem. Od muzyki jestem uzależniona. Pierwszy zespół, jaki „sama” sobie wynalazłam, zmusił mnie do zapisania się na angielski, bo nie rozumiałam o czym śpiewają i zapoczątkował znajomość na całe życie. Jednak Green Day, to coś więcej, niż buntownicza (?) muzyka.

Pisząc ten wpis włączam sobie po kolei każdą z piosenek, a właściwie, to nie będę zmyślać. Słucham Adele. Adele jest na czasie, kiedyś przyjdzie moment, kiedy będę miała jej dość, obiecuję.

Moja współlokatorka z Paryża powiedziała mi, że ja dla niej zawsze już będę kojarzyła się z Adele, że to będzie jej pierwsza myśl, kiedy usłyszy jej piosenkę z najnowszej płyty. W sumie to się jej nie dziwię. Pewnego razu Begum wchodzi do pokoju i pyta się mnie, czy to co słucham, to są piosenki z jej starej płyty. Z uśmiechem odpowiadam, że to najnowsza płyta. Na co Begum „Ha, to dlaczego znam to tak dobrze?” Wiem, że nie tylko dla niej będę Adele, trochę się z tego cieszę, a z drugiej strony wiem, że trochę przesadziłam.

Mam też piosenki, które omijam szerokim łukiem. Czasami moje playlisty składają się tylko i wyłącznie z takich.

Tylko po dwóch koncertach nie miałam zapalenia tchawicy, reszta kończyła się w taki sposób, że najzwyczajniej w świecie nie mogłam mówić. Klientom Empiku średnio to się podobało, ale jeśli miałabym zrobić listę rzeczy, które dodają energii, przy totalnym wysiłku, to koncert na pewno by się tam znalazł, no tak na trzecim miejscu.

Muzyka może zdziałać cuda. Może zdziałać cuda w dwie strony.

Będąc jeszcze w Paryżu, miałam okazję pójść na koncert Hoziera. Przed Hozierem był support. Chłopak nazywa się Rhodes i jedyne co potrafił zaśpiewać to smutek. Nie mówię, że jego piosenki były złe, ponieważ od tamtego momentu na stałe zawitały na mojej spotifajowej liście, jednak każdy z utworów, które zaprezentował, był najzwyczajniej w świecie rozdzieraniem serca. I tak się zaczęłam zastanawiać, jak bardzo taka osoba musi być wypełniona negatywną energią, brakiem pewności siebie (sama nie wiem, jak to nazwać), by śpiewać tylko i wyłącznie coś takiego. Później Rhodes się trochę obronił, ponieważ ma piosenkę, w której śpiewa, że nigdy się nie poddaje. Widać było, że koleś lubi dramat. Ja też.

Jakiś czas temu, znajoma powiedziała mi, że właściwie Adele, tworząc album „21”, była okropnie niedojrzała. Pierwszą wersję tego wpisu napisałam o wiele wcześniej. Inna koleżanka, po przeczytaniu tego fragmentu, powiedziała, że nie mam racji, że Adele pokazała, że ma jaja. Czy ja wiem. Po co odkrywać się przed facetem, którego kompletnie nie obchodzi to, co się teraz z tobą dzieje? Ja to nawet sobie myślę, że cieszył się, że jest w centrum zainteresowania, przecież wszyscy się zastanawiali, co to za tajemniczy mężczyzna, który namieszał takiej małej Adele w głowie. To pewniak. Nie zmienia to faktu, że jeśli Adele nie pomogła sobie, to pomogła mi. Adele robi ze mną co chce.

Adele jest na fali. Jest?

A jak to wygląda u was?

Ikona wpisu pochodzi z tej strony.

Reklamy

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s