Schematy, a cała reszta

Kiedy byłam młodsza, chciałam być osobą, którą jestem teraz. Serio. Posiadanie miłych wspomnień, posiadanie przyjaciół, na których naprawdę mi zależy, umiejętność przygotowania czegoś więcej niż jajecznicy, spędzanie czasu na czytaniu książek, które zawsze chciałam przeczytać, posiadanie ulubionej muzyki, spędzanie czas na oglądaniu filmów, które coś dla mnie znaczą.

To nie jest dużo, ale dla mnie całkiem ważne, kiedy mogę powiedzieć, że moje życie jest pełne dobrych wartości, ale tak sobie siedzę i myślę, że to nie wszystko.

Nie przeraża was czasami to, że jesteście na tyle dorośli, że wszystkie decyzje musicie podjąć sami, a ktoś wam może tylko doradzić? Kiedyś jeszcze ktoś mógł nam coś zakazać, albo nie wiem, przemówić. Każdy z nas od ładnych paru lat podejmuje decyzje samemu, ale zawsze gdzieś w tyłu głowy mamy myśl: co powiedzą o tym znajomi, rodzice, albo nie wiem kto jeszcze. Dla mnie to zawsze jest nagle. Nagle muszę zdecydować o czymś ważnym.

Mimo jako takiego poczucia dorosłości, wciąż potrafię obudzić się na zajęciach pisząc lewą ręką „lewa ręka”. Płaczę na Toy Story, kiedy jest możliwość (przecież wiem, że nie ma), że już nigdy nie zobaczymy Buzza i Chudego. A przy okazji trzeci raz podchodzę do „Ulyssesa”, bo uważam, że tak trzeba i tak sobie postanowiłam. W głowie mam tyle klasyków, które chciałabym przeczytać, właściwie dlatego, że uważam, że tak właśnie trzeba, bo bez nich czuję się pusta. Czasem myślę, że ten czas już minął, nigdy nie poznam „Mistrza i Małgorzaty”, „Roku 1984” albo „Przeminęło z wiatrem”. Co myślicie? Nie wiem, czy to wszystko ma sens, ale może lekki ma.

Wracając do podejmowania decyzji…widzicie, każdy ma problemy, które mierzy swoją miarą, a właściwie to czasami nie. Porównujemy się, co jest okropnie złe. Czytam motywujące artykuły, które motywują mnie tylko do tego, by posłuchać jakiejś skocznej piosenki. Porównywanie się do słabszych jest bezcelowe, bo tym samym nic nie osiągniemy, a porównywanie się do lepszych tylko nas onieśmieli.

Nie macie wrażenia, że podążamy schematami? Nie mówię o rutynie. Mówię o strefie komfortu, którą zaczęłam odczuwać. Oglądamy ten sam serial, bo wiemy, że jest dobry, sięgamy po raz wtóry po tę samą książkę, bo przecież żadna inna do nas nie przemówi, oglądamy co jakiś czas ten sam film, bo wywołuje u nas takie, a nie inne uczucia. A co najważniejsze i chyba najgorsze, wracamy do miejsc, które mają dla nas ogromne znaczenie, czujecie się tam niesamowicie szczęśliwi, albo okropnie smutni.  W głębi serca wiecie, że przecież nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale chcecie się złamać i pokazać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Nie macie tak? To ja już sama nie wiem.

Tak trochę nie chcę kończyć tego tematu, bo mam wrażenie, że dopiero zaczęłam. Bardzo się waham, jestem bardziej niepewna, a właściwie to coraz mocniej przekonana, że czas ruszyć dalej i nie ma sensu rozmyślać o tym, co mnie nie uszczęśliwia. To jest proste i przerażające.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s