Punkty odniesienia

Nie powiem tutaj nic, czego już nie mówiłam. Ostatnio zapytałam się brata, czy mogę opublikować jeden wpis. Wiecie, czy za bardzo się nie uzewnętrzniam, czy nie przesadzam i kto to będzie w ogóle czytał. Odpowiedział mi „Jezu, Kasia, Ty tam piszesz takie rzeczy, że w sumie to prawie nic”. Więc tym sposobem na blogu pojawił się ostatni wpis, który napisałam po angielsku. Mam wpisy, do których nie mogę wracać. Nawet nie chodzi o to, że z niektórych nie jestem zadowolona, mam wpisy, które w tamtym momencie uważałam za boskie, że miałam wtedy przypływ kreatywności, teraz zastanawiam się, co ja wtedy sobie myślałam, ale mam też takie, gdzie wiem, że było mi bardzo smutno albo byłam bardzo zła i nie jestem w stanie tego czytać. Czasami lubię wracać. Ostatnio przeczytałam kilka początkowych wpisów z Paryża i bardzo się uśmiałam, zrobiło mi się miło, bo pamiętam moment, kiedy niektóre z nich pisałam – siedząc przy otwartym oknie, z winem na stole, z przytłumionym światłem i z tym cudownym uczuciem niewiedzy, co czeka mnie jutro, co jutro zobaczę, czego nie zrozumiem albo czego nie załatwię przez głupią francuską biurokrację.

Nie o tym.

No więc przeglądając swoje paryskie wpisy znalazłam jedno zdanie: „Za rok znowu to napiszę, za rok znowu będę trochę inna, bo będę starsza (stara), nadal będę myślami w Paryżu sprzed kilku miesięcy”. Minęło pięć miesięcy od kiedy się stamtąd wyprowadziłam. Krótki kwietniowy wyjazd wyprowadził mnie tylko z równowagi, ale nie o tym, nie o tym. Ciągle o nim myślę, bo to jest mój ostatni punkt odniesienia. Kiedy pojechałam do paryskiej bohemy moim punktem odniesienia była Wielka Brytania, która kocham całym sercem, mówiłam o niej non stop, porównywałam co jest lepsze, co jest gorsze, czego nie lubię. O mamo. Szukałam nawet brytyjskich pubów w Paryżu, żeby tylko przestać patrzeć na francuskie wielkie ponure nosy. Później jakoś przestałam. Wpadłam w wir Paryża, spacerów, dobrego jedzenia i wina, muzeów, księgarni i rozmów do później nocy. Było dobrze.

Chcąc nie chcąc tęsknię. Co jakiś czas przewija mi się przez myśl, często. Czasem pod postacią dziwnej myśli, jakby kompletnie tego nie było.

To tylko miejsca.

Punktem odniesienia są osoby z którymi tam byłam, z którymi mam kontakt, które raz na jakiś czas widuję, rozmawiam, wymieniam wiadomości. Początkowo to uczucie było bardzo intensywne, teraz to tylko wyblakłe wspomnienia. Mimo wszystko, co jakiś czas w myślach piję z nimi kawę w kawiarni, gdzieś w dziewiętnastej dzielnicy.

Przeraża mnie to, że punktem odniesienia są osoby, z którymi byliśmy. Nie chodzi o nie wiadomo co. Czasami kiedy coś robię mam w głowie pewne osoby. Kiedy myślę o pewnych czynnościach, albo po prostu je wykonuję, kojarzy mi się dokładnie z tą osobą. Sport taki, a nie inny. Książka, którą ktoś czytał w przeszłości. Przeczesywanie włosów, strzykanie palcami albo nawet głupi sposób w jaki gotuję pewne potrawy. Czasami, ale nie zawsze.

Bardzo długo zastanawiałam się, czy do „punktów odniesienia” można przyporządkować przyjaciół. Trochę tak, ale nie do końca. Od jakiegoś czasu grupa moich przyjaciół, tych najbliższych, wygląda tak samo. Nie ma rotacji. Są momenty, kiedy musimy mieć przerwę, nie rozmawiamy codziennie, ale przecież to nie znaczy, że lubimy się mniej. Prawda?  Wiesz, że oni są, zawsze będą, ale przecież zawsze możesz do nich napisać. Nawet po trzech miesiącach braku kontaktu, bo coś się wam poprzestawiało.

Chciałam zauważyć. To nie jest tak, że tęsknię za straconą przyjaźnią, że tęsknię za Paryżem, albo tęsknię za kimś z kim kiedyś tam byłam. Nie. Tęsknota zamienia się w coś o postaci rolki filmowej, gdzie uwiecznione zostały bardzo fajne rzeczy. Punkty odniesienia są wspaniałe, mają swoje miejsce na osi czasu. Coś miało być wtedy, coś wtedy było, a teraz najzwyczajniej w świecie się do tego wszystkiego uśmiechasz. Ale prawda jest taka, że dopóki nie znajdziesz kolejnego punktu odniesienia, będziesz wiecznie myśleć o tym ostatnim.

Myślicie, że nie będę chciała kiedyś tego czytać?

________

Podobało Ci się chociaż trochę? Zapraszam na Facebooka

Reklamy

6 Comments

  1. Czasem się tęskni i wraca myślami do dawnych miejsc. Do tego co się tam czuło i kim się wtedy było, na co miało się czas i chęć. Na początku zwykle jest się ciężko zmienić i dostosować. Ciężko, ale warto, bo szkoda czasu tkwić w rozżaleniu i tęsknocie (myślę, że można z umiarem). Pozdrawiam, przyjemnie się Ciebie czyta.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s