Festival akademikowy

Życie w akademiku, w „Miasteczku Studenckim” jest porównywalne do festiwalu. Tu ktoś robi grilla, tam słychać muzykę, jeszcze gdzie indziej ktoś głośno rozmawia. Problem jest taki, że festiwal trwa góra tydzień, a ciepłych miesięcy w czasie roku akademickiego jest trochę więcej. Więc studenci wylęgają się jak mrówki (właściwie to nie jest przenośnia, teren obok akademika, to jedno wielkie mrowisko), idą do alkoholu jak do cukru, a pieśnią ich ludu jest disco-polo. Z poszanowaniem, dla wszystkich fanów, nikomu nie wrzucam, ale jeśli o 8 rano budzą Cię (po raz wtóry) takty „Najaranej Anki” albo „Ona tańczy dla mnie”, przestajesz szanować tę muzykę. Znika ta ciupinka „Hej, spoko, nic mi nie przeszkadza” postawy i zamienia się w „Oby puścili jakieś Disclosure”. Wszystko jest dla ludzi, wiecie, ale bez przesady.

1484

Akademik to jak życie na obozie, mieszkałam już chyba, we wszystkich rodzajach akademika, z łazienką na korytarzu, z dziurą w podłodze, która miała spełniać rolę odpływy prysznicowego,  z kuchnią na całe piętro, z kuchnią w pokoju,  z dwoma współlokatorkami. Akademik to nie jest dom, to nie jest mieszkanie. To nie jest miejsce, gdzie czuję się jak u siebie, ale człowiek się przyzwyczaja, przywyka i nawet to disco-polo staje się czymś w rodzaju części całego tego otoczenia. Na przykład teraz słyszę techno.

Nie możesz tutaj czuć się swobodnie, znajomi, którzy przychodzą na pogaduszki muszą wyjść przed północą. Jak Kopciuszek.

Ściany w akademiku są cienkie. Słychać wszystko. Jak mówię wszystko, mam na myśli WSZYSTKO. I to też przy dźwiękach disco-polo. Przez pół roku mieszkania w segmencie z trzema dziewczynami, znałam tylko imię swojej współlokatorki. Dwie pozostałe, nazywały się Marta, Magda, Monika…nie wiem.

1471

Lubię utożsamiać się z miejscem. Lubię, kiedy widzę w nim siebie. Starałam się przenieść to tutaj jakąś część tego, kim jestem. Całą ścianę obkleiłam plakatami filmów Godarda, filmów z Audrey Hepburn, mapą paryskiego Marais, mapą londyńskiego metra, obrazami Van Gogha, ale jednak w myślach wciąż jestem tam, gdzie nie powinno mnie już być albo jeszcze być.

Z Łodzi wyjeżdżam trochę jako przegrana. Czeka mnie wrzesień, dwa egzaminy i obrona. Nie jestem niczego pewna. Zdecydowałam się zostać tutaj na magisterkę i pewnie zostanę, bo czeka na mnie co najmniej półroczny pobyt w Paryżu do którego tak bardzo potrzebuję wrócić. No więc wrzesień, egzaminy, ale jakoś to będzie, jakoś będzie do przodu.

1481

Na pewno paru rzeczy będzie mi brakowało, ale to przede wszystkim dlatego, że coś się kończy. Dla mnie jeszcze nie, ale dla bardzo ważnych mi osób tak. Skończyło się oglądanie seriali z najlepszą psiapsą, skończyły się papierosy o drugiej w nocy, chodzenie razem na zajęcia, kawa i śmianie się dosłownie ze wszystkiego, nawet z kiwnięcia palcem.

Każdy się rozchodzi, a ja znowu muszę coś przeczekać.

To był semestr na przeczekanie. Czekałam na coś wielkiego. Miało być zupełnie inaczej, ale jak to się mówi, biorę to na klatę.

Przecież będzie dobrze. Za dwa tygodnie będę tam gdzie lubię najbardziej.

Reklamy

1 Comment

  1. Super są te ściany!

    Moi nieakademikowi sąsiedzi we wszystkie ciepłe miesiące, co najmniej raz w tygodniu myją auto, puszczając disco polo z radia samochodowego. I, nie wiem czemu, straszny pogłos jest przez to. Niezapomniane wrażenie…

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s