W niedosycie miejsce na przyszłość

Kiedyś myślałam, że fajnie jest nie mieć miejsca na świecie. To znaczy, jeździć po wymarzonych miastach, nie mieć pokoju do którego można wracać. Nie myśleć co będzie potem, nie wiedzieć, co będzie za dwa miesiące, gdzie będę, co zobaczę, kogo poznam, bo przecież życie jest pełne niespodzianek i to jest fantastyczne. Dom jest domem, ale nikt nie mieszka w domu całe życie.

Coraz częściej przekonuję się, że długo tak się nie da. Chyba wyczerpałam miejsca, w których chciałabym mieszkać. Resztę tak naprawdę chcę tylko zobaczyć, a nawet o to się martwię.  Chociaż  marzy mi się jeszcze piwo w londyńskim pubie i rozmowy o niczym.

Siedzę przy otwartych drzwiach do ogrodu i mam wrażenie, że już nic nowego mnie nie czeka. Wrócę tam gdzie nie chcę, a z drugiej strony umieram, by tam być. Oglądam Godarda, czytam Prousta w oryginale, do snu tłumaczę sobie po jednym poemacie Rimbaud i jakoś zaczynam wierzyć, że może się udać, trochę przez łzy, trochę z rezygnacji, bo co innego mi zostaje. „Nie wiem” to mój ulubiony zwrot na zawsze. Nie wiem co będzie. Mimo, że pisałam o tym, żeby czasami się nie rozdrabniać, bo przecież człowiek musi być silny, to czasami się nie da. Sam wiesz jak jest.

Czasami mam wrażenie, że moje problemy, to problemy pierwszego świata. Bardzo łatwo znajduję sobie nowe. Tylko teraz myślę sobie, że od tego co da mi los, co przez los znajdę, zależy następne kilka lat.

Czuję niedosyt. We wszystkim co mnie otacza. W moich przyjaciołach, których teraz mi brakuje, w moim angielskim, którego używam na co dzień, we francuskim, bo mimo wszystko powinno być dużo lepiej, w muzyce, nie mogę znaleźć takiej, która odpowiada moim emocjom teraz, w tym, że już mi trochę smutno w byciu taką cholernie niezależną.

W głowie nawet nie mam swojego przyszłego mieszkania, jak ma wyglądać. Mam tylko regał z książkami, a obok fotel i zwisająca lampa.

Każdy chciałby wracać do miejsca, które coś dla niego znaczy. Dla każdego co innego, dla jednej osoby to ciąża, dla drugich Paryż, dla trzecich piękne mieszkanie, a dla czwartych to to, by mieć komu zrobić herbatę i żeby ktoś patrzył się na ciebie tak, jak nikt inny. Przecież można mieć te wszystkie cztery rzeczy na raz. Ale zauważyłam tendencję skupiania się na jednym, może to i lepiej, wtedy jedna rzecz jest tak ważna, że nic innego się nie liczy.

Ja marzę o tym regale, w sumie ważne jest gdzie to wszystko będzie. Nic nie jest przesądzone. Podobno nie ma co się martwić, bo nic nie jest zero jedynkowe, jak powiedziała do mnie dzisiaj moja przyjaciółka. To jest to. Zawsze coś na nas czeka, tylko nie bardzo wiemy, jak tam dotrzeć.

Chyba będzie dobrze, co nie?

Osobiście. Zobaczymy.

Reklamy

1 Comment

  1. Dobrze powiedziała, nic nie jest zero jedynkowe. I chyba lepiej, że nie masz jakiegoś konkretnego obrazu wymarzonego mieszkania czy przyszłości – łatwiej będzie znaleźć coś, czego się nie spodziewałaś, a co do ciebie pasuje :D

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s