Chyba nie ma we mnie zazdrości

Będąc małą Kasią zazdrościłam wszystkim wszystkiego, nie to, że czegoś mi brakowało. Nie zawsze było kolorowo, ale przecież rodzice zawsze starali się, żeby było nam jak najlepiej.  Nie miałam własnego pokoju, nie miałam domu z ogrodem, ale za to mieszkałam w jednym pokoju z młodszym bratem, a później jeszcze z kotem, a z okna widzieliśmy cmentarz, ale pierwszy listopada, herbata, gorący piec pełniący funkcję parapetu i mrugające kolorowe światła to jedno z lepszych wspomnień mojego dzieciństwa.

Kiedyś zazdrościłam egzotycznych wakacji, nowych spodni albo ładnych paznokci. Kiedyś łączyłam zazdrość z marzeniami i może coś w tym jest, ale chyba teraz nie ma takiej rzeczy, o którą byłabym w stanie być zazdrosna. Ale dzisiaj, o trzynastej szesnaście, dwudziestego dziewiątego sierpnia jedyne o co jestem zazdrosna, to to, że w środę muszę wracać do Polski, by w czwartek zacząć bitwę, jaką jest sesja poprawkowa, ale przecież to zdam, prędzej czy później i wszystko będzie dobrze.

Kiedy nie dostałam się na prawo i zostałam w swoim rodzinnym mieście zazdrościłam znajomym studiów, nowych znajomych. Będąc w Lublinie chyba zazdrościłam wszystkim wszystkiego, począwszy od prysznica w pokoju, ale nieważne, nie o tym.  Przez bardzo długi czas byłam życiowym przegrańcem, ale to tylko z własnej winy i moja zazdrość przerodziła się w codzienny smutek i brak chęci do zrobienia ze swoim życiem czegokolwiek.

Kiedy obie ze współlokatorką szukałyśmy pracy jako au pair, ona pierwsza dostała propozycję i przez chwilę jej zazdrościłam, ale przecież to moja najlepsza przyjaciółka i jak mogłabym zazdrościć jej czegoś, czego tak bardzo chce. Koniec końców do pracy pojechałam ja, a obie cieszyłyśmy się jak głupie.

Chyba nawet nie zazdroszczę koleżance spędzenia w Wiedniu kilku ostatnich dni zwiedzając miejsca z „Before Sunrise”. „Pojedziemy tam razem Grażyna” przeczytałam i chyba coś w tym jest, bo przecież nic mi nie ucieka, tylko zajmuje mi trochę więcej czasu.  Wiem, że najprawdopodobniej nigdy nie zamieszkam w Stanach, jak bardzo chciałam, bo to kompletnie przestało mnie podniecać. Nie przeszkadza mi to, może kiedyś pojadę zobaczyć „Gwieździstą noc”, bo koniec końców świat nie jest taki duży.

Wygląd to zupełnie inna sprawa, przez długi czas byłam pączkiem, ostatnio znalazłam zdjęcia sprzed akcji „2 kilometry rowerem na uczelnie”. Bardzo się lubię, a przecież te 3 kilo od zaprzestania palenia i innych powodów na pewno zrzucę. Bardzo niewiele do tego potrzeba. Czasami zazdroszczę kręconych włosów, a później myślę o swoich, że właściwie muszę je tylko wysuszyć i nadają się do wszystkiego. Koleżanka powiedziała mi kiedyś, że całkiem mi zazdrości, bo mam blond włosy i brązowe oczy. Od tamtego momentu czasami naprawdę czuję się wyjątkowo.

Czasami zazdroszczę ludziom miłości, spełnionej, czy nie. Fakt, czasami zazdroszczę wspólnego śniadania, rutyny i wspólnego wyjścia do kina, ale lubię sobie powtarzać, że sama sobie takie życie wybrałam.

Nie przeszkadza mi to, że ktoś, do kogo kiedyś byłam przywiązana znalazł sobie nowa dziewczynę, jest może szczęśliwy, a jeden może nawet pojedzie na drugi koniec świata, bo właśnie tego chce. Nie jestem zazdrosna, może ze trzy raz napisałam na Facebooku, ze mi smutno, a reklamy Google chcą mi pomóc znaleźć miłość w Anglii, ale meritum: Nie, nie jestem zazdrosna, bo to, że jeden, czy drugi ruszył dalej, to nie znaczy, że ja nie, to po prostu zajmuje więcej czasu i czasami nawet nie mam na to ochoty, bo przerażająco uwielbiam żyć wspomnieniami.

Jedyne czego naprawdę mogę zazdrościć to posiadanie przyjaciela na wyciągnięcie ręki. Nie wierzę, że wszyscy tak się rozjedziemy. Nie wierzę, że nie będę mogła wpaść do najlepszej przyjaciółki i jedząc suche musli obejrzeć zaległe odcinki „New Girl”.

Zazdrość jest dla ludzi, ale w pewnym momencie przestaje być taka ważna i tak bardzo potrzebna, ale prawda jest taka, że może faktycznie bez zazdrości nigdzie by się nie doszło, bo patrząc na innych chcemy więcej. Może nie chcemy być tacy jak oni, ale chcemy mieć to co oni. Chyba trzeba znaleźć jakiś umiar, bo złotego środka na pewno nie ma.

Reklamy

5 Comments

  1. W życiu bym nie pomyślał, że tutaj wyląduje i przeczytam cały wpis. Zazdrość rzecz ludzka, ale kiedyś trzeba zrozumieć że tylko nas ogranicza i przez nią jesteśmy nieszczęśliwi. Każdy żyje na swój sposób, jeden ma w nim więcej szczęścia, drugi mniej, ale koniec końców grunt to wspomnienia i aby cieszyć się z tego co mamy. Wszystkiego dobrego Kasia, niech Ci się tam dobrze układa C:

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s