Może tak, może nie, nie wiem

Miałam milion pomysłów na ten wpis. Co powiedzieć, z czego się zwierzyć i zdradzić wszystkie moje plany, ale to chyba bezsensu. Nie wiem czy ja na to zasługuję, czy Ty zasługujesz na to, żeby to wszystko czytać, bo kompletnie się nie znamy, a czasami rozpacz wylewająca się z tego bloga jest tak duża, że po opublikowaniu czegokolwiek od czasu do czasu mam ochotę od razu to skasować. Bardzo Cię lubię drogi czytelniku, bo od czasu do czasu, jak już chcę bloga skasować, ta garstka osób, która go czyta, sprawia, że może to faktycznie jest po coś. Nie wiem po co. Słyszę rzeczy o sobie, które są za duże i za ciężkie do udźwignięcia i nie postrzegam siebie w taki sposób, bo jestem mała sercem, a to co robię, robię dlatego, że uważam to za słuszne. Zagmatwane, ale może ktoś zrozumie.

Przecież o to chodzi, bo to wszystko jest dla mnie. Ty, czytelniku, Ty, garstko osób, jesteś tylko dodatkiem. Przyjemnym dodatkiem, który sprawia, że faktycznie chcę coś napisać, bo przecież nie muszę tego publikować.

No więc jednak tak, zasługujesz na to, żeby coś o mnie wiedzieć. Brzmi to, jakbym uważała się za nie wiadomo kogo. Uwierz, czytelniku, że wcale tak nie jest. Jestem wyniosła, jestem głośna i patrzę na ludzi z wysoka, ale to dlatego, że zawsze byłam mała w środku i jakoś tak się nauczyłam.

Studiowanie zajęło mi sporo czasu, tak naprawdę jeszcze sporo mi zajmie. Zakończenie jakiegoś etapu, to taki punkt odniesienia. Po licencjacie zrobię to, do licencjatu nauczę się tego, itd. Zawsze mówiłam, że tylko licencjat i do widzenia. Wyjeżdżam, nie wracam. W ciągu tych trzech lat zmieniałam zdanie częściej niż oglądałam seriale, a zwłaszcza ten semestr po Paryżu dał mi nieźle w kość. Nie jadę na Erasmusa, jadę do Anglii, idę na studia w Krakowie, zostaję w Łodzi, jadę do Stanów, jadę do Szkocji i tak dalej i tak dalej. Będąc dzieckiem miałam taką samą odpowiedź na wszystko. Kiedy rodzice zapytali się mnie o cokolwiek, zawsze odpowiadałam „może tak, może nie, nie wiem”. Tak się właśnie czułam przez ostatnie pół roku. Jednak dzisiaj uświadomiłam sobie, że w piątek zrobię to, co zaplanowałam sobie od samego początku. Śmieszne uczucie.

Trochę z przymusu (uciekł mi tramwaj), trochę z chęci w sobotni wieczór maszerowałam przez łódzkie Bałuty. Z tym miejscem nie mam nic wspólnego od roku, ale to nieważne, bo idąc przez Zgierską oglądając obdrapane kamienice, zrobiło mi się najmilej na świecie.

Kiedy pisałam, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, muszę przyznać, że nieźle kłamałam. Sporo ludzi ma problem z tym wyrażeniem, bo nie do końca wie, co to znaczy. Do tej samej rzeki nie wchodzi się dwa razy, nie dlatego, że będzie taka sama. Problem polega na tym, że nurt jest inny, a tam gdzie moczysz stopy, woda jest już inna. Tak dosłownie.

Jak bardzo nie chciałam wracać do Paryża, tak bardzo marzyłam o tym, żeby znaleźć się tam ponownie. Los zweryfikował moje plany bardzo. Pięciogodzinna jazda autobusem od koleżanki do domu całkowicie zmieniła moje plany. Niektórzy się dziwią, niektórzy narzekają, ale tak sobie myślę, że to moje własne życie i jeśli mam czerpać z niego radość, to chyba czas najwyższy. Nie wiem jak będzie, nie wiem czy tak od razu stanę się najszczęśliwszą osobą na świecie. Mimo wszystko, jestem przekonana, że rok przerwy to coś, czego bardzo potrzebuję, a na pewno nie zmarnuję czasu.

No więc wracam tam. Z kontem we francuskim banku (ha!), z lepszym francuskim i misją kupienia tomiku Rimbaud.

Jeszcze tyle przed nami.

2712

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close