Już nie będę przepraszać

Jakiś czas temu wychodząc z banku zaczepiła mnie niepozornie wyglądająca pani. Ta oto kobieta poprosiła mnie o pomoc. Nie, nie poprosiła mnie o papierosa, ani o zapalniczkę, zresztą, byłam w lekkim delirium, na wstępnym etapie rzucania palenia. Wtedy. Powiedziała, że stoi tutaj od jakichś 20 minut, ponieważ czeka na kogoś, kto wygląda na pewnego siebie i czy nie pomogłabym jej wypłacić sporej sumy z bankomatu, bo tak rzadko to robi, że właściwie nie wie jak. No więc ja, tym swoim pięknym łamanym francuskim powiedziałam „Avec plaisir, Madame” i nawet wytłumaczyłam, że nie może wypłacić takiej sumy, ponieważ ma blokadę na koncie, musi wpisać pin i w ogóle we wszystkim jej pomogłam, po francusku. Pani życzyła mi miłego życia całując mnie w oba polskie poliki. W ten sam dzień pan w sklepie poprosił mnie o pomoc w wypełnieniu druczku do listu poleconego, po francusku. I ja to wszystko uczyniłam.

Z czego się cieszysz głupia dziewucho pomyślisz, a ja Ci powiem, że to najfajniejszy dzień od przyjazdu, bo poza tym, że pomogłam komuś, ktoś powiedział mi, że wyglądam na pewną siebie. JA. Wyglądam na pewną siebie. Już pomińmy fakt, że to był francuski bank, a ja jeszcze tam komuś pomogłam i francuska poczta, do której od trzech dni dzielnie chodzę z zamiarem wysłania poleconego listu z potwierdzeniem odbioru i od tych trzech dni mówię poczcie „Pozdrawiam, do widzenia”, bo kolejka wygląda co najmniej tak, jak ta do kina na „50 twarzy Greya” i to jeszcze w Walentynki.

Trochę mnie poniosło, ale posłuchaj tego.

Gdzie jestem ta ja? Ta od tej wypłaty grubej kasy z bankomatu, ta od tego listu?

Szukam i nie mogę jakoś znaleźć.

Dzisiaj zorientowałam się, że ostatni spacer dla przyjemności odbyłam dobry miesiąc temu, a ostatnie wino otworzyłam wczoraj, ale spokojnie, do alkoholizmu jeszcze trochę daleko.

Na przykład dzisiaj dostałam lekką reprymendę w pracy. I to wszystko prawda, bo akurat powinnam to załatwić, powinnam to zrobić kilka tygodni temu, ale byłam tak zajęta myśleniem o tym, co było rok temu, że kompletnie zapomniałam o teraźniejszości. Jak Ci powiem, że rok temu byłam cieniem człowieka (ale przecież to wiesz), życzyłam, żeby to wszystko, co się w moim życiu dzieje nie było prawdą, żebym nadal spotykała się z tym ładnym chłopcem albo przynajmniej jeszcze chociaż raz w życiu go pocałowała. No i mimo wszystko ten rok temu, wiedziałam, że zrobiłam dobrze, wiedziałam, że tak miało być i tyle, ale nie posądzam się o cynizm, nawet w stosunku do moich własnych norm i własnych wartości. Po prostu nawet przy tym, jak było mi tak strasznie źle, byłam najszczęśliwsza na świecie.

Więc dostałam tę reprymendę. Trochę się z nią zgadzam, trochę nie, bo jak powiedział mi dzisiaj ktoś, wykonuję kawał dobrej roboty, ale ja. Ja, niepewna siebie Kasia, w jednej wiadomości przeprosiłam mojego pracodawcę trzy razy, TRZY RAZY. I jest mi z tym trochę źle, ponieważ ja nie lubię przepraszać, kiedy nie mam do tego powodu, a nawet, jeśli mam, niewielki, to zazwyczaj jestem na to za twarda. Nie niemądra. Za twarda, bo wiem na co mnie stać.

Muszę też napisać wiadomość do kogoś, kogo nie widziałam od prawie roku, do kogoś z kim łączy mnie całkiem niezła przeszłość, ale jest jedną osobą, która naprawdę może odpowiedzieć mi na bardzo ważne pytanie odnośnie mojej przyszłości (paradoks). A, nie wspomniałam, że zazwyczaj wymieniamy ze sobą wiadomości, kiedy naprawdę już nie mamy możliwości się spotkać, na przykład, kiedy przeprowadzimy się do innych krajów albo siedzimy na lotnisku czekając na lot do domu albo takie tam, wiecie, asekuracja. No nieważne, w każdym razie problem jest dość poważny, ja stanęłam na 20 stronie w wyszukiwarce i naprawdę, ale to naprawdę nie mogę uzyskać informacji inaczej, niż od jedynej osoby, która będzie wiedziała o co mi chodzi. Nawet tam potrafię napisać, że hej, mam głupie pytanie. Tylko, że pytanie nie jest głupie, a najpoważniejsze na świecie i na samą myśl o spełnieniu tego marzenia przechodzą mnie ciarki szczęścia.

Ale ja chcę być odważna, ja chcę przestać się bać, ale mam wrażenie, że ja znowu zmalałam, że znowu głowę mam spuszczoną nisko i do szczęścia brakuje mi tak niewiarygodnie wiele. A moment, w którym stwierdziłam, że jest źle, to chwila, kiedy uznałam, że piosenką Ariany Grande niesie przesłanie, którego właśnie teraz potrzebuję.

Kilka dni temu byłam w cyrku, ale takim prawdziwym, takim z panią, która chce napiwek za zaprowadzenie Cię na Twoje miejsce, mimo, że przecież sama trafisz, takim, gdzie jesteś metr od ogona słonia, a para przyczepiona do rakiety, która natomiast jest przyczepiona do sufitu podwiesza się na jakiś linach i wykonuje piruety. No i kucyki, które skaczą między łapami słoni. I ta pani, ta uśmiechająca się przez sześć minut blondynka ze złotymi hula hop tańcząca do „Break free” Ariany Grande. I wiesz co? Kiedy te złote kółka dosłownie stały się tą panią, pani stała się falą i Ariana śpiewała

„This is the part when I say I don’t want ya
I’m stronger than I’ve been before
This is the part when I break free
‚Cause I can’t resist it no more”

No I wiesz co się stało? Uwierzyłam jej.

Reklamy

3 thoughts on “Już nie będę przepraszać

  1. Czasami piosenki lepiej do nas trafiają niż jakakolwiek rada czy sugestia znaleziona w książce

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wolałabym jednak inną, co nie zmienia faktu, że się jej nie wstydzę! ;)

      Polubione przez 1 osoba

      1. Znam to :D Ale na to, co to będzie za piosenka, wpływu nie mamy.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close