2016

Kiedy w tamtym roku wybiła północ, przez pierwsze minuty złamałam jedno postanowienie na 2016. Miałam rzucić palenie, a właściwie lepiej nie stać się palaczką, ale coś nie poszło i nowy rok zaczęłam przy otwartym oknie, z papierosem w ręku, jedyne, co mogłam wtedy zrobić, to głęboko westchnąć. W 2016 stałam się zawodową palaczką, powiedziałam sobie, że do momentu, kiedy nie zacznę skręcać własnych papierosów będzie dobrze. Później tak mi to weszło w nawyk, że skręcałam je jadąc w metrze/stojąc w kolejce/idąc na uczelnie. Bardzo się cieszę, że to już za mną, bo po tej stronie jest o wiele lepiej. Nie mówię, że sobie nie pozwalam, bo pozwalam, ale całe szczęście, nie mają w sobie takiej nuty smutku, jak miały wtedy. Dlatego nie smakują już tak dobrze i nie mam na nie aż takiej ochoty. To znaczy mam, ale przemawia przeze mnie rozsądek. To co, że przytyłam. To co, to co, to co. Powiem wam szczerze, że super jest przebiec 9 kilometrów bez przerwy, tylko dlatego, że możesz.

Sylwester dla mnie nie znaczy nic, bo to żaden moment przełomowy, bo przecież jedna cyferka wyżej nie zmieni niczego. Nie przestanę myśleć o przeszłości, nie przestanę zamartwiać się o byle co. Wtedy nie byłabym sobą. Nie przestanę myśleć o przyszłości i przekreślać naprawdę dobre rzeczy albo osoby i z perspektywy czasu zdajesz sobie sprawę, że no po jaką cholerę to wtedy powiedziałaś i teraz chętnie poszłabyś z kimś na kawę/wino/papierosa, ewentualnie porozmawiała ekran w ekran, bo dzielą was dwa państwa.

No właśnie.

Mieszkam, tam gdzie mieszkam. Mam nawet swoją półkę na książki, która nie jest do końca moja, ale nie wgłębiając się w szczegóły, nie jest źle i jest niewiele powodów do narzekania. No może, poza jednym. Wciąż zostaję przy swoim. Nie jest mi źle, ale nie jest też wspaniale, ponieważ, jak powtarzałam tysiąc milionów razy, tak cholernie jest trudno wrócić do miejsca, które zna się tak dobrze, a nie zna się dokładnie nikogo. Mimo wszystko, ten Paryż był mi potrzebny, jest mi potrzebny. Mam nadzieję, że w następnym roku ruszę dalej i przestanę mieć tylko taką morową pracę, jaką mam teraz, a oprócz spędzania kilku godzin na oglądaniu „Przyjaciół” (i już nawet nie zgadywaniu, co się wydarzy w tym, czy tamtym odcinku, bo przecież wszystko wiem, bo oglądałam to milion razy), zacznę robić coś, co naprawdę, ale to naprawdę kocham. Mam wrażenie, że jestem blisko, że już jestem tak blisko tego, co ja właściwie od życia chcę, że aż boję się tam zajrzeć, ale spokojnie, to pewnie tylko złudzenie. Ciągle nie uważam, że pomyliłam się o 464 kilometry na południe. Właśnie się pomyliłam, ale jest mi z tym tak dobrze, że normalnie, jeszcze chwila i będę spała spokojnie.

Czy w tym roku coś osiągnęłam? Neh. Wykształcenie wyższe z kierunku, którego nawet zbytnio nie lubię, a teraz mogę sobie z tego dyplomu zrobić generalnie podstawkę pod kubek na herbatę. Całkiem szczerze, Drogi Czytelniku, te trzy lata były przygodą. Były wspaniałe, bo kto by mógł pomyśleć, że zamieszkam z najlepsiejszą osobą, bez której nie jestem w stanie teraz żyć, kto by pomyślał, że rzucę się w wir Erasmusa i pojadę tam, gdzie postanowiłam wrócić i spędzić rok swojego życia, kto by pomyślał, że będę piła mleko? Nikt, dosłownie, ja też nie.

W tym roku jeszcze mogę mówić, że te zmarszczki to są od śmiania i żaden krem na nie nie zadziała, a w 2017, te wymówki się skończą, bo dla mojego wieku już nawet produkują przeciwzmarszczkowy krem.

Na dwadzieścia pięć chcę zrobić coś fajnego. Coś, czego jeszcze nie robiłam. Miał być Londyn, ale Londyn będzie wcześniej i to na dodatek pociągiem i to na dodatek zobaczę „Hamleta” i to na dodatek marzenie od kiedy usłyszałam „Pociąg z Paryża do Londynu, kanał La Manche”, czyli mniej więcej od przedszkola. Nie obchodzi mnie, że przez większość czasu jest ciemno, bo tunel. Już nie chcę o tym słyszeć. Chcę posłuchać prawdziwego brytyjskiego akcentu i to jeszcze w teatrze. Zresztą, nigdzie w Paryżu nie mogę znaleźć tak mocnej herbaty, żeby dało się ją pić z mlekiem.

No więc tak o.

2017, bring it on. I’m ready.

Zapomniałam prawie. Dziwnym trafem jest was więcej, dziwnym trafem lubicie to czytać, nie zawsze, ale zazwyczaj. Lubicie czytać, co napisałam na kolanie. Co próbowałam napisać przez miesiąc, nie mając żadnego pomysłu, otwierając dokument Worda kilka razy, bez skutku, aż nagle, zazwyczaj po herbacie stwierdzam, że okej, to może być to.

Zauważyłam, że nie lubicie czytać po angielsku, rozumiem i szanuję, dlatego już przestałam, co nie zmienia faktu, że wpis z tego roku, który lubię najbardziej, który najmniej mnie boli, a na ustach ciśnie mi się uśmiech, to właśnie taki niepolski. Wciąż uważam, że to jedno z fajniejszych pytań, jakie mi zadano.

Okej, przejdźmy do statystyk. Nie chcę się za bardzo tym rozpisywać, zresztą nikomu nie chcę się tego czytać, bo przecież spójrzmy prawdzie w oczy, ale powiem wam jedną rzecz. Dziękuję wszystkim, bo nawet nie zdawałam sobie sprawy, że ja mam tutaj jakiś czytelników innych niż znajomi z Facebooka, a jednak jest was trochę. Dla mnie idealnie i każda nowa osoba, to skarb najcenniejszy na świecie.

Kiedy kupiłam tę sukienkę w Zarze, byłam zaraz po Erasmusie, a wiecie jak było. Było biednie i było dużo chodzone. Wyglądałam jak milion dolarów, a teraz, żeby znowu tak ładnie wyglądać, musiałabym znowu jechać na Erasmusa. Nie zmienia to faktu, że po tym wpisie koleżanka powiedziała mi, że w niej jest zazdrość, bo cholernie zazdrości mi tej sukienki.

To drugi najbardziej czytany. Ogólnie z polskim jest tragedia. Ostatnio powiedziałam do Mamy, że biorę wannę. To już za wiele i nigdy nie wrócę do kraju, bo spalę się ze wstydu.

Jeszcze jeden. Nie jest ani trzeci, ani piąty, ale po tym wpisie stało się coś magicznego. Chociaż połowa mnie pogodziła się sama ze sobą, a wy pogodziliście się ze mną, bo pozytywnych wiadomości nie było końca.

Trzymaj się Drogi Czytelniku. Do zobaczenia za rok.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close